Po całej sprawie z butelką Baekhyun zasłabł i nie mógł nic z siebie wykrztusić. Chanyeol złapał go za talię,, położył na łóżku obok i pobiegł po szklankę wody. Nagle rozbrzmiał przeraźliwy krzyk.
Punkt widzenia Chanyeola
- Sehuuun! - Baekhyun się ocknął - Zabiję cię ty draniu!
Nagle poczułem jak ktoś mnie ciągnie za tył koszuli.
- Sehun... nie chowaj się za mną. - odrzekłem
- Ale on do ciebie nie podejdzie, przez co będę bezpieczny.
- Twoje oczekiwania się nie sprawdzają.
- C-co!? Jak to!?
- Właśnie tu idzie.
Baekhyun podszedł i złapał mnie za kołnierz.
- Czemu to zrobiłeś? Co cię do tego skłoniło? Dlaczego go posłuchałeś? I jeszcze z języczkiem!?
- Oh... miałem nadzieję, że ci się podobało... No cóż do trzech razy sztuka. No daj buziaka.
Widziałem tylko jak szybko zamknął oczy i zwinął się w kulkę.
- Nie! Nie zgadzam się! Nie chcę! - zaczął krzyczeć Baekhyun.
Trzymałem go na tyle mocno, żeby mi nie uciekł i powoli się do niego przybliżyłem.
Po chwili było słychać tylko ciche szlochanie.
- Baekhyunni ty płaczesz!? Przepraszam! Ja tylko żartowałem. Nie chciałem żebyś płakał. Ja... ja...
- Ale przecież przedtem w pokoju... powiedziałeś, że... że nie chcesz żebym cię lubił jako przyjaciela tylko jako chłopaka i, że się nigdy nie poddasz.
Wszyscy na około zamarli w bezruchu. Czułem tylko jak robię się cały czerwony ze wstydu.
- T-to nie tak! -próbowałem się wykręcić.
- A jak? - wtrącił się Suho - Nie widzisz, że ranisz Baekhyuna!? Czy ty na prawdę nie wiesz co on teraz czuje!?
- Suho nie... Proszę... - wydusił z siebie Baekhyun.
- Czy on na prawdę tylko mi może zaufać? - kontynuował Suho - Czy tylko na mnie może polegać? Ja... ja go k-kocham... - wyszeptał_ i nie pozwolę, żeby ktokolwiek go skrzywdził.
Lider złapał Baekhyuna pod ramię i razem wyszli z sali, pozostawiając wszystkich w szoku. Wszystkich oprócz mnie płonącego z gniewu i zazdrości. Myślałem, że zaraz eksploduje więc poszedłem do piwnicznej siłowni.
30 minut później...
I znowu nagły wrzask. Tym razem był to Kai. Hałas dobiegał z pokoju Baekhyuna, więc od razu zerwałem się na równe nogi i pobiegłem na miejsce zdarzenia. Gdy wbiegłem do pokoju, na podłodze leżał nieprzytomny Baek. Od razu rzuciłem się, by sprawdzić czy żyje. Moje przerażenie pogłębił fakt, że nie oddycha. Wrzasnąłem do Kai'a żeby dzwonił po karetkę i zacząłem udzielać Baek'owi pierwszej pomocy. Chciałem by znowu oddychał, by żył, bym mógł go kochać. Słychać było już karetkę, aż gdy po raz kolejny zbliżyłem się do jego ust, otworzył oczy. Byłem uradowany. Chciałem się szybko odsunąć by mógł usiąść, lecz on złapał mnie za kark. W typowej dramie, bądź moich marzeniach pocałowałby mnie. On jednak delikatnie objął mnie i wyszeptał proste acz najpiękniejsze w świecie "Kocham Cię". Nieważne jak bardzo byłem szczęśliwy, doznałem wielkiego szoku. Wszystkie moje mięśnie zastygły, aż do momentu gdy ratownicy poprosili mnie, abym położył Baekhyuna na łóżko w karetce.
- Czy ktoś ma z panem jechać panie Byun?-zapytał jeden z lekarzy.
Baekhyun spojrzał na mnie i powiedział:
- Nie chcę sprawiać nikomu kłopotów.
- Ja pojadę - odrzekłem wsiadając do karetki.
- Ale Yeol... - wymruczał wpółprzytomny chłopak.
- Cicho Baek. Musisz odpoczywać, a ja nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś ci się stało.
- Dziękuję - wyszeptał, złapał mnie za rękę i zasnął.
Gdy już dojechaliśmy do szpitala usiadłem na krześle obok łóżka Baeka. Jego spokojna twarz mnie uspokajała. Nie mogłem przestać trzymać go za dłoń. Wpatrywałem się w niego godzinami aż w końcu się przebudził.
- Chanyeol, idź spać.
- Nie Baek. Nie mogę cię teraz zostawić.
Pogłaskał mnie po głowie i powiedział:
- Jak chcesz to możesz spać tu.
Położyłem głowę na jego łóżku. Miał rację, byłem padnięty. Gdy tylko otulił ręką moją głowę, zasnąłem.
- Yeol... Yeol... wstawaj... Chanyeol! - usłyszałem znajomy głos, który mnie budził. Była to pielęgniarka. Czemu znajomy głos? Dobre pytanie. Otóż była to córka siostry koleżanki mojej mamy, z którą w dzieciństwie często się bawiłem.
- Taeyon?
- Tak, to ja - odpowiedziała - Twój przyjaciel dostał już wypis i za pół godziny możecie jechać.
- Naprawdę? Dzięki Taeyon. A właśnie zmieniłem numer. Chcesz?
- Ah. Tak jasne.
Punkt widzenia Baekhyuna
Stałem w przejściu i przyglądałem się Chanyeolowi i tej dziewczynie. Byłem zazdrosny... bardzo zazdrosny.
Patrzyłem na pielęgniarkę z obrzydzeniem. Jak ona mogła tak perfidnie podrywać mojego przyjaciela? I nagle wszystko uderzyło w moją głowę: Przyjaciela? Gdyby to był na przykład Kai albo Sehun, nawet bym pewnie nie zauważył. Więc dlaczego teraz? I właśnie w tym momencie przypomniało mi się co wczoraj powiedziałem: "Kocham Cię".
-Nie, nie nie! -wywrzeszczałem -To nie może być prawda przecież ja go... nie... kocham...
Nagle usłyszałem moje imię:
-Baekhyun...? Czyli o co wczoraj powiedziałeś... To wszystko nie miało znaczenia!?
-Chanyeol... ja nie... ja nie wiem.. - wyszeptałem ostatnie słowa a z moich oczu spłynęło parę łez. Sam nie wiedziałem czemu. Miałem w głowie zbyt wielki mętlik. Łzy przestały mi cieknąć z oczu gdy poczułem ciepło na moich wargach. Nie miałem wątpliwości, że to był Chanyeol. Nie miałem siły się opierać i oddałem pocałunek.
-A teraz już wiesz? - zabrzmiał głos wyższego. - Czy mam choć najmniejszą szansę?
-J-ja myślę, że... tak. - nieśmiało wypowiedziałem ostatnie słowo i bez namysłu wtuliłem się w ubrania Chanyeola - Przepraszam, ale nie mam siły sam iść. Pomożesz mi?
- Oczywiście Baek. Pomogę ci.
Jak można było się spodziewać był to pretekst do spokojnego namysłu i przebywania z nim w jednym momencie. Doszedłem jednak do wniosku, że czas zdecyduje za mnie.
Punkt widzenia Chanyeola
Nie mogłem się powstrzymać. Po prostu musiałem go pocałować. Był taki smutny i słodki. Potrafiłem zrobić tylko to. A potem wrócić z nim do hotelu.
CDN.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz